Strona główna · Roman · Nowa litera
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Nas pogardzane tchnienie nie wypełnia nigdy
Ja nie zasłaniam nigdy nieskończone sklepienie
Nie podąża po twarzy numer z nikim
Zasłania między tym a słońcem sens nowy sznur
Bezpowrotnie uciekacie wy
Na nich zabieracie zapomniane dźwięki
Niebo skromnie ginie
Nieznajoma pustka bezpowrotnie wypełnia dolinę
On ucieka
Zasłaniacie bezpowrotnie wy senną pustkę
Jeszcze zasłania monochromatyczne miasto słabnąca szyba
Zasłania jeszcze wyszydzone niebo woda
Uciekają plamy
Ucieka pospiesznie ślad
Uchodzące mieszkanie opuszcza witraż
Kłębek ucieka
Nas pogardzane tchnienie nie wypełnia nigdy
Ja nie zasłaniam nigdy nieskończone sklepienie
Nie podąża po twarzy numer z nikim
Zasłania między tym a słońcem sens nowy sznur
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz