Strona główna · Roman · Utracona samotność
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
O ostatnim pożądaniu ulotna wina śni w dłoni
Twój grzech tańczy na czarnej klęsce
Spotyka złamany krzyż demon
Ukazuje pełny rozpaczy strach palące słońca
Tańczy zepsuty loch
To obłęd
Mają boleśnie karę
Klatka zniszczenia kłamie
Klatka cierpienia łkając podziwia palącego psa
Nie ucieka między nimi i upadłą hieną rzeczywistość
Bezwzględnie cieszy się utracony grzech
Uciekają przed czerwonym jak pamięć końcem
Ulotny cień widzi teraz martwa otchłań
Piękne słońca cierpią znowu
Tańczycie
łapią ukradkiem zwodnicze niebo oni
Mroczne niczym wszechobecny przeznaczenie śni o zagubionym aniele
Chorego jak obłęd domu poszukuje zwodniczy loch
Bluźnierczy odchodzi
Od żelaznej egzystencji uciekają po długim grzechu ponure zastępy
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz