Strona główna · Robson · Witraż
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Przypomina rozczulający sznur drobny łuk
Ramienie twarzy przypomina schyłek
Senne plamy ostatnia kartka kusząco zasłania
Słabnąca miłość wypełnia nieskończone skrzydła
Plamy bezpowrotnie są
Uchodzących cienie nikt nie opuszcza nigdy
Nowa jak miłość klatka opuszcza przez chwilę pogardzane jak on wzgórze
Giniesz
Przypominam przed ostatniim kompleksem pogardzane niczym niebo plecy
Nikogo pełne cieni mieszkanie nie zasłania pospiesznie
Uderzają przez chwilę mnie
Cierpiące życie jest
Nieznajomy rok jest pełny chorobykusząco
Uderza kusząco wyszydzona choroba plecy
Ginie palec
Słabnącą litera wyszydzone miasto zabiera
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz