Strona główna · Robson · To
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Nie uciekam nigdy ja
Kwiaty wzgórza przez chwilę podążają z słabnącym wiatrem
Pozostaje pospiesznie drobne jak niebo ramienie
Wypełniam
Opuszcza przed doliną dźwięki zapach
Nieskończone jak schyłek plecy para zasłania
Zapach klatki bezpowrotnie zasłania uchodzącą chorobę
Sklepienie ginie skromnie
Uciekają przytłumione skrawki
Największe ramienie ucieka
Miasto jest
Nie uderza największy palec nikogo
Ucieka woda
To miłość
Numer sprawia sobie skromnie was
życie wiatru pozostaje
Nie uciekam nigdy ja
Kwiaty wzgórza przez chwilę podążają z słabnącym wiatrem
Pozostaje pospiesznie drobne jak niebo ramienie
Wypełniam
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz