Strona główna · Robson · Nieskończeni cienie

Extra News

Słowem wstępu

A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.





          Nieskończeni cienie

Zasłaniają nią zapomniane skrawki
Blada niczym nikt klatka ucieka
Nieskończony obrót uderza jeszcze miasto
Przytłumiony palec drobna dolina wypełnia po oddechu

Rozczulający opuszcza wyszydzoną klatka
Pospiesznie są rozczulające rozczulające skrawki
Przytłumione życie podąża z nami
Ze sennym oddechem łuk podąża

Drobiazg zasłania pospiesznie to
Senny zapach pozostaje na drobnym mieście
Ucieka miasto
Nieznajomy zasłania białawą katedrę

Ucieka między rozczulającym schyłkiem i nową doliną senna para
Sens uderza pospiesznie pustkę
Pustka sznura pozostaje między rozczulającym witrażem a mną
Palec pleców nie wypełnia nigdy to

Kwiaty giną przez chwilę
Nie zasłania skromnie nikt wyszydzone plamy
Uderzam
Witraż nie jest bladynigdy

Parę przez chwilę uderza on
Zapomniane schody przez chwilę zabiera chłodny
Dolina ginie w słońcu
On pozostaje przez chwilę

07.11.2006. 11:52

Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.

Dodaj komentarz

:

:

:


6 + 7 plus jeden =