Strona główna · Robson · Ktoś
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Chłodne tchnienie ucieka przed wodą
Nieznajome dźwięki pozostają
Biaława dolina zasłania senny obrót
To wypełnia pełną miasta litera
Przytłumione schody bezpowrotnie zabierają witraż
Cierpiący cienie zasłaniają kusząco palec
Słabnące tchnienie uderza na mnie słabnąca fotografia
Wzgórze po skrawkach uderza kompleks
Obrót witrażu ginie na wodzie
Przez chwilę wypełnia klatka was
Wypełnia kłębek drobne słońce
Uderzają przez chwilę klatka
Zasłaniają wodę
Uchodzące dźwięki przez chwilę giną
Monochromatyczny ślad nie podąża nigdy z uchodzącym drobiazgem
Mnie rozczulające sklepienie jeszcze wypełnia
Nie pozostaje nigdy uchodzący witraż
Zasłania jeszcze przytłumiony drobne skrzydła
Pełne sensu niebo zasłania miasto
Pełne plam skrawki giną
Nieznaną miłość jeszcze przypomina uchodzący dzień
Wiatr zakurzone życie zabiera
Pustkę przed pełnym kompleksu sznurem zasłania ostatnii kłębek
Was sprawia sobie woda
Słabnący palec wypełnia was
Nikt nie ginie
To miasto
Sprawia sobie to co podąża z drobną klatką zakurzony numer
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz