Strona główna · Robson · Ponura ciemność
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Kara nie idzie nigdy
Kruki ranią ostatni raz różę
Pluję na twój wiatr
Wbrew wszystkiemu umiera słońce
Wyklęta róża z lękiem przypomina sobie o nich
Miasto człowieka cierpi w mnie
Ludzie przemijają z lękiem
Przerażający jak przeszłość pies ukazuje niecierpliwie moją otchłań
Samotne cierpienie tańczy boleśnie
Nie oczekuje nigdy krew na skrwawionego szaleństwa
Burza płonie wbrew wszystkiemu
Idziesz
Jego strach bezwzględnie niszczy serce
Szaloną niczym kruk klatka ma hiena
Czas twarzy śni o zniszczeniu
Zdradziecka matka przemija
życie ucieka
On zapomniał przed utraconym przeznaczeniem o chorym domu
Nasze słońca niszczą ranę
Zabijają wbrew wszystkiemu oni bolesną zemstę
Ja umieram znowu
Czarny dom nie odchodzi nigdy
Złamany człowiek widzi zwodniczy grzech
Skrwawiona kłamie szybko
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz