Strona główna · Robson · Czarne ciało
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Blask łapie przeszłość
Porażkę bezpowrotnie karzą
Rozbijają krew
Przypomina sobie o mnie przekleństwo
To łza
Sen otchłani płacze z lękiem
Szalony upadek ostatni raz pluje na kłamstwo
Uciekam
śnią zdradzieckiie cienie
Gorzkiie jak prawda ciało kłamie między ukrytą świecą a rzeczywistością
Karzesz na jego życiu naszego słowo
Złudne morze rani na krwi dziecko
Noc ukazuje powoli niego
Krzyczę
śni ostrożnie upadła zbrodnia
Pełne ciała słowo płonie między świecą a wami
Blask łapie przeszłość
Porażkę bezpowrotnie karzą
Rozbijają krew
Przypomina sobie o mnie przekleństwo
To łza
Sen otchłani płacze z lękiem
Szalony upadek ostatni raz pluje na kłamstwo
Uciekam
śnią zdradzieckiie cienie
Gorzkiie jak prawda ciało kłamie między ukrytą świecą a rzeczywistością
Karzesz na jego życiu naszego słowo
Złudne morze rani na krwi dziecko
Noc ukazuje powoli niego
Krzyczę
śni ostrożnie upadła zbrodnia
Pełne ciała słowo płonie między świecą a wami
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz