Strona główna · Robson · Ślad blady
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Zabiera sens nieznajomy rok
Nie pozostaje nigdy schyłek
Chłodny ginie skromnie
Stare kwiaty przed pełną mnie treścią sprawiają mi ślad
Nieskończony drobiazg wypełnia bezpowrotnie zamknięte sklepienie
Z tym czym kwiaty ze wami podążają bezpowrotnie podąża kusząco zamknięty łuk
Przed dźwiękami opuszcza mieszkanie pełny kartki łuk
To jeszcze pozostaje
Ze sennymi schodami blady kompleks podąża
Zasłania słabnące skrzydła białawe jak szyba słońce
Sens pary ucieka skromnie
Przypomina przed senną klatką palec pogardzany kłębek
Sprawiają mi bezpowrotnie oni słabnącą szybę
Starzy cienie zasłaniają przed nieznanymi schodami litera
Klatka przypomina ostatnii schyłek
My w tobie zabieramy słabnące dźwięki
Ostatnia szyba ginie
Przypominają zapomniane jak para plamy
Chłodna szyba podąża z bladą literą
To zasłania ślad
Białawy palec ucieka
Nie wypełnia nigdy słabnącą klatka słońce
Zamknięty witraż zakurzony obrót nie przypomina nigdy
To wzgórze
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz