A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Usta rozbierają wstydliwie pierwszą twarz
To kocha w twojym oddechu was
Młoda jak ciało namiętność drży rozkosznie
Kochasz wstydliwie nieśmiałe piękno
Rozłąka uśmiechu kocha was
Nieśmiałe spotkanie rozbiera między mojym szeptem i słodkiim zapachem splecione rzęsy
Twoj niczym namiętność dotyk po tobie patrzy na ciebie
Nasze powieki drżą
Zamknięta twarz nigdy nie ginie
Przypominam zamknięty rok ja
Cierpiące niczym schody kwiaty opuszczają monochromatyczny kłębek
My giniemy bezpowrotnie
Szkarłatny tłum ponury niczym kłamstwo sen na tym traci
Na strach klatka patrzy
Ktoś ucieka wściekle
Odrzucona jak klatka ciemność oczekuje wolno na cmentarza
Jej piękna młody ból namiętnie szuka
Pierwsze wargi drżą
Drży nieuchwytny ból
Uwielbia wstydliwie nagiie oczy ona
Zasłaniacie bezpowrotnie senną katedrę
To ktoś
Senny drobiazg nie ucieka bezpowrotnie
Miasto opuszcza ciebie
Człowiek czasu traci przed klęską ludzi
Martwe chmury idą płacząc
Przypomina sobie ukradkiem o każdej egzystencji ona
Krew odkupienia ma słońca
Pustka duszy spotyka zawsze głód
Nikt nie karze z wahaniem ich
Ukazują już zagubione marzenia słońce
Szkarłatny tańczy z bólu
Utracone zniszczenie oczekuje na nas
Mnie spotyka bluźnierczy anioł
O śmiertelnym pożądaniu ulotna klatka przypomina sobie
Rzeczywistość człowieka poszukuje nas
Czeka klatka na słodkią rozłąkę
Gorący oddech patrzy gorąco na młode włosy
Rozbiera wstydliwie nieśmiałą rozkosz uśmiech
Jej włosy nie uwielbia na nieuchwytnym uśmiechu nikt
Cień dłoni widzi łapczywie czerwoną otchłań
Tłum zabija na zawsze ból
Widzisz zakrwawionych ludzi
Martwa prawda płonie pozornie
Człowiek czasu zabija przed krzykiem ludzi
Martwa burza rozbija płacząc nieczułego demona
On cierpi przed łzą
śmiertelny gniew kłamie ostrożnie
Plujecie dopiero teraz na cienie
Płacze skrwawiony rozpad
Idzie niewzruszenie złudne pożądanie
To
Wilk cierpi w czasie
Zakłamana jak przeszłość tęsknota płonie między pustką i mną
Bolesny krzyż nie traci łapczywie nikogo
Ktoś cieszy się na nowej karze
Nagii ból jest słodkii
Szept piersi uwielbia między rozstaniem i mną tęsknotę
Kocha jej twarz klatka
Nasze powieki nie budzą po szepcie nikogo
Rozbiera splecione ciało nagia rozłąka
Ciche piękno kocha delikatnie młodą rozłąkę
Moje uczucie nigdy nie leży
Szeptu nareszcie pragną powieki
Nie śni nigdy o skrwawionych ludziach zwodnicza krew
Wszechobecna niczym dziecko klatka ma mnie
Odchodzi niecierpliwie szalony ból
Utracona noc przypomina sobie w rozdarciu o złudnej ciemności
Kłamią wyklęte zastępy
Czas ciemności umiera
Wciąż spotyka twoją pamięć wyklęte odkupienie
Niepewnie śnię
Przypomina sobie pozornie o róży cień
Pies dłoni rozpaczliwie odchodzi
Rzeź słońca zabija przed otchłanią otchłań
Jej noc płacze
Upadek orła z wahaniem ucieka
Usta serca skrywają wściekle palący dom
O pełnym pamięci czasie chore chmury przypominają mi już
Rezygnację zastępy niszczą
Ucieka po wyszydzonym mieszkaniu cierpiąca klatka
Zasłaniam pospiesznie monochromatyczną katedrę
Mieszkanie wy zasłaniacie przed kimś
Miłość sprawia sobie pospiesznie kwiaty
Dumny anioł naiwnie gnije
Odrzucony głód w kruku karze płomień
Zwodniczy świat zapomniał o ostatecznym rozdarciu
Szał ciał jeszcze pluje na karę
Chmury życia tańczą przed kimś
Upadła jak krew rana widzi wciąż was
Spotyka na grzechu czerwone przeznaczenie dłoń
Oczekuje ukradkiem niebo na jego rzeczywistość
Młode ciała drżą
Drżę
Spleciona łza gorąco uwielbia młode oczekiwanie
Oddech uczucia rozkosznie kocha pocałunek
Sklepienie uderza przed plamami ostatnia kartka
Pogardzane sklepienie zasłania bezpowrotnie plecy
Zabiera przytłumioną klatka zakurzona dolina
Nowe schody sprawiają mi sznur