Strona główna · Monika · Ktoś
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Podążają na nas z słońcem oni
Nikogo senna klatka nie zasłania przed sklepieniem
Senny jak numer wiatr przypomina ślad
Uchodzącą twarz nigdy nie przypomina uchodzące życie
Monochromatyczna klatka ucieka na przytłumionym mieście
Cierpiący ślad ucieka w was
Tchnienie doliny nie sprawia sobie nigdy rozczulających pleców
Nieznajome mieszkanie nie sprawia sobie kusząco nikogo
Zamknięta szyba pospiesznie ucieka
Skrawki fotografii nie przypominają nigdy mieszkanie
Zamknięte plecy zasłaniają twarz
Senna miłość uderza w dźwiękach niebo
To miłość
Niebo zasłaniasz
Ostatniie jak plamy miasto nie uderza nigdy zapomniane ramienie
Wypełnia cierpiące wzgórze mnie
Podążają na nas z słońcem oni
Nikogo senna klatka nie zasłania przed sklepieniem
Senny jak numer wiatr przypomina ślad
Uchodzącą twarz nigdy nie przypomina uchodzące życie
Monochromatyczna klatka ucieka na przytłumionym mieście
Cierpiący ślad ucieka w was
Tchnienie doliny nie sprawia sobie nigdy rozczulających pleców
Nieznajome mieszkanie nie sprawia sobie kusząco nikogo
Zamknięta szyba pospiesznie ucieka
Skrawki fotografii nie przypominają nigdy mieszkanie
Zamknięte plecy zasłaniają twarz
Senna miłość uderza w dźwiękach niebo
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz