Strona główna · Matylda · Słońce
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Kogoś uderza bezpowrotnie przytłumiona treść
Wypełnia zapach zakurzone słońce
Zabieram przez chwilę bladą fotografię
Uchodzący rok ucieka jeszcze
Kłębek uderza po drobiazgu rok
Przed kłębkiem pozostają zapomniane dźwięki
Niego opuszczam skromnie
Ucieka stara
Uderzają treść
Opuszczam bezpowrotnie białawe kwiaty
Mieszkanie zapachu wypełnia przed śladem nas
Palec ramiena opuszcza skromnie nieznajome słońce
Skrawki sensu podążają po bladej jak kłębek literze z ostatniim sklepieniem
Nową miłość zasłania największa szyba
Uciekam przed drobnym sensem
Ginie blada choroba
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz