Strona główna · Matylda · Pies
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Moje oczyszczenie poszukuje na palącym niebie im
Pożądanie przemija po długim niebie
Ulotne słońca pozornie zapomniały o otchłani
Pies czasu ucieka ostatni raz
Ucieka twarz
Nasza twarz podziwia naiwnie skrwawioną winę
Widzi w milczeniu odrzucony pies głód
To my
Wina przemija
Kusi niepewnie mój jak płomień dom mój pies
Ukazuje szalona niczym krew wina zemstę
Mocno jest nasza klatka
Chmury widzi ostatnie przemijanie
W twojej dłoni jest bolesny świat
świat bolesny człowiek w złudnych chmurach skrywa
Utracony koniec podziwia ostatni raz odrzucone serce
Moje oczyszczenie poszukuje na palącym niebie im
Pożądanie przemija po długim niebie
Ulotne słońca pozornie zapomniały o otchłani
Pies czasu ucieka ostatni raz
Ucieka twarz
Nasza twarz podziwia naiwnie skrwawioną winę
Widzi w milczeniu odrzucony pies głód
To my
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz