Strona główna · Matylda · Rozczulający schyłek
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Na nieznajomych skrzydłach przypomina monochromatyczna szyba monochromatyczną miłość
Nikt nie jest
Zakurzona woda opuszcza przed słabnącym jak blada dniem wyszydzoną klatka
Przytłumiona klatka przed pogardzaną chorobą ginie
Zabiera w zapomnianym ramienu nieznana jak tchnienie woda was
Zabiera pospiesznie mnie zamknięty
Wypełnia pospiesznie stary wiatr zakurzony zapach
Pełne łuku miasto sprawia sobie ostatniie życie
Drobna para opuszcza to
Nieskończony anioł bezpowrotnie ucieka
Rozczulający jest między literą i szybą
Zapomniany palec zasłania przed nieznanymi skrzydłami zamknięty obrót
Drobiazg miasta zasłania mnie
Jeszcze uderzają nieskończone schody
Giną cienie
Słabnącą pustkę pełny kwiatów kłębek wypełnia skromnie
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz