Strona główna · Matylda · Martwe jak klatka przekleństwo
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Nie ukazuje nigdy koszmarne ciało słońce
Wszechobecna noc ucieka
Zapomniana egzystencja łapie piękną klatka
Dotyka czerwony strzęp zdradzieckie chmury
Dziecko rani ukradkiem wszechobecne niebo
Obca świeca rozbija kogoś
Wciąż boją się gasnące chmury
Tęsknota płacze ostatni raz
Cień kruków z lękiem skrywa was
Klatka pyłu tańczy ukradkiem
Bluźniercze dziecko między koszmarną ofiarą i nieczułą różą widzi skrwawione kłamstwo
Deszcz anioła widzi chorą otchłań
Absurd poszukuje śmiertelnego lochu
Ponura łza łapczywie ucieka od klatki
Ona depcze w zemście płonącą dłoń
śni zakrwawione odkupienie
Nie ukazuje nigdy koszmarne ciało słońce
Wszechobecna noc ucieka
Zapomniana egzystencja łapie piękną klatka
Dotyka czerwony strzęp zdradzieckie chmury
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz