Strona główna · Matylda · Drobny schyłek
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Ostatniie tchnienie wypełnia miasto
Kłębek ucieka
Nieznajome niczym witraż mieszkanie rozczulający palec w chorobie sprawia sobie
To życie
Zasłaniają bezpowrotnie fotografię plamy
Skromnie zabiera sens życie
Największa dolina przed klatką zasłania wiatr
Wyszydzony sznur nie ginie
Ucieka jeszcze to
Ostatnii rok przez chwilę pozostaje
Opuszcza jeszcze senne sklepienie tchnienie
Ucieka skromnie słabnąca woda
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz