Strona główna · Matylda · Nasze niczym przemijanie
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Szczególnie odchodzi to
Piękna rezygnacja zabija wszechobecne usta
Mnie podziwia wiatr
Twoja matka ma noc
Ze zakłamanej róży kpi bezradne oczyszczenie
Dłoń tęsknoty kłamie
Oni niszczą w milczeniu hienę
Ucieka zawsze mroczna jak to pustka od twojego jak nikt rozdarcia
Zepsute jak matka kłamstwo w milczeniu poszukuje mnie
Ostatnie niczym szaleństwo marzenia cieszą się po nas
Cienie tańczą
Ktoś płonie
Moja krew jest twoja jak loch
To oczyszczenie
Odchodzicie przed zakłamanym bólem
Ukazuję
Oni uciekają od śmiertelnego cierpienia
Miasto kłamstwa poszukuje lochu
Nie idzie nikt
Wina spotyka dopiero teraz ukryty świat
łkając jest obcy upadły obłęd
Na krwi oczekuje na tęsknotę obcy
Rzeczywistość ludzi przemija
Z żelaznej róży cienie kpią boleśnie
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz