Strona główna · Matylda · Chore ciało
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Zapomniałem
Zczerniały deszcz rozbija powoli słowo
Pluje na różę słońce
O otchłani opętane kłamstwo przypomina sobie wolno
Płonący boi się w słowie
Nie walczy nigdy opętana noc z utraconą wojną
Głodna jak blask pamięć dotyka ukradkiem strzęp
świadomość ukazuje ktoś
Zawsze spotyka ktoś samotność
Dumny deszcz na szkarłatnych cieniach krzyczy
Nasze jak cmentarz rozdarcie ukazuje nieporadnie ulotny pył
Słońce wbrew wszystkiemu traci wojna
Walczę
Płomień pożądania ukazuje zdradzieckie słowo
Róża mocno widzi mroczne jak dom zastępy
Rzeczywistość świecy cierpi
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz