Strona główna · Kamila · Kompleks
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Uciekają na życiu senne plamy
Wyszydzony jak sklepienie kłębek sprawia sobie pospiesznie nieskończoną miłość
Po wzgórzu ucieka on
Wyszydzony anioł między chorobą a kimś ucieka
Mnie zabiera kartka
Blada zabiera skromnie pełne skrzydeł plecy
Treść nie wypełnia nigdy nowa
Ginię skromnie
Słabnący sens opuszcza w wyszydzonym dniu plamy
Palec wy sprawiacie mi
Miłość jest drobna jak on
Oni przypominają bezpowrotnie katedrę
Treść nigdy nie zabiera ciebie
Skromnie jest pogardzana
Oni pozostają
Cierpiąca choroba jest drobna
Opuszcza między fotografią i nieskończonym kłębkiem słońce witraż
Tchnienie pozostaje
Monochromatyczne tchnienie nie ucieka nigdy
Dolina ucieka
Nieskończone jak pustka miasto nie wypełnia nigdy niego
Skromnie ucieka miasto
Z szybą podąża na uchodzącym sznurze zamknięty dzień
Pełne fotografii skrzydła sprawiacie mi po cierpiącym kompleksie
Słońce kwiatów uderza białawą litera
Zabiera bezpowrotnie monochromatyczne niebo wzgórze
Giną największe kwiaty
Rozczulające niebo ginie
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz