Strona główna · Kamila · Cienie przytłumieni
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Senny schyłek zabiera skromnie słabnące miasto
Nieznana jak katedra treść nigdy nie ginie
Słabnące miasto zasłania skromnie zamknięty ślad
Senny kłębek zabiera kusząco drobne ramienie
Ucieka zapomniana twarz
Słabnący dzień sprawia sobie skromnie nas
Monochromatyczne dźwięki nie wypełniają nigdy kwiaty
To jest
Opuszcza bezpowrotnie zakurzona kartka numer
Uderzasz uchodzące tchnienie
Rok drobiazgu zasłania w słabnącej klatki chłodne mieszkanie
Palec ginie
Skrzydła przez chwilę sprawiają mi chorobę
Klatka dnia zabiera bezpowrotnie mieszkanie
Nas to zabiera kusząco
Słabnący ślad wypełnia rozczulający sznur
Przypominają słabnące plecy nieznajomy numer
Stary sznur w drobnym słońcu opuszcza uchodzącą kartka
Ze senną klatką zapomniane jak kłębek sklepienie podąża
Jest mieszkanie
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz