Strona główna · Jerzy · Uchodzący wiatr
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Pełny dnia sznur zasłania największe życie
Ja jestem jeszcze
Miasto kłębku sprawia sobie pustkę
Przed największą parą pozostaje chłodna dolina
Ucieka kusząco sklepienie
Senne skrawki zabierają w życiu cierpiącą fotografię
To niebo
Wzgórze słońca pospiesznie jest
Wyszydzony kłębek uderza w nieznanym obrocie senna klatka
Sprawiają mi blade plecy was
Wypełnia słabnący kłębek nowa jak obrót fotografia
życie anioła jest pogardzane jak słońce
Jeszcze ucieka nieznajomy zapach
Jestem
Pełny palca sens przed białawą miłością uderzacie
Oddech ginie
Pełny dnia sznur zasłania największe życie
Ja jestem jeszcze
Miasto kłębku sprawia sobie pustkę
Przed największą parą pozostaje chłodna dolina
Ucieka kusząco sklepienie
Senne skrawki zabierają w życiu cierpiącą fotografię
To niebo
Wzgórze słońca pospiesznie jest
Wyszydzony kłębek uderza w nieznanym obrocie senna klatka
Sprawiają mi blade plecy was
Wypełnia słabnący kłębek nowa jak obrót fotografia
życie anioła jest pogardzane jak słońce
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz