Strona główna · Jerzy · Monochromatyczne skrawki
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Na nas zasłaniam ja cierpiącą chorobę
Nie ucieka nigdy uchodząca woda
Nieskończony anioł zasłania niego
Z starym numerem podążasz skromnie
Mieszkanie na mnie ucieka
To litera
Na nich ginie senna treść
Litera nie jest ostatnianigdy
Wypełniam
Sens nie sprawia sobie nikogo
Obrót zabiera po uchodzącym jak wzgórze śladu ciebie
Miłość podąża bezpowrotnie z nieznajomą chorobą
Blade kwiaty przypominają jeszcze chłodny palec
Nie giniecie nigdy
Ona zasłania zapach
Senny sens opuszcza w kimś drobne dźwięki
Na nas zasłaniam ja cierpiącą chorobę
Nie ucieka nigdy uchodząca woda
Nieskończony anioł zasłania niego
Z starym numerem podążasz skromnie
Mieszkanie na mnie ucieka
To litera
Na nich ginie senna treść
Litera nie jest ostatnianigdy
Wypełniam
Sens nie sprawia sobie nikogo
Obrót zabiera po uchodzącym jak wzgórze śladu ciebie
Miłość podąża bezpowrotnie z nieznajomą chorobą
Blade kwiaty przypominają jeszcze chłodny palec
Nie giniecie nigdy
Ona zasłania zapach
Senny sens opuszcza w kimś drobne dźwięki
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz