Strona główna · Jerzy · Szyba senna
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Uciekają pospiesznie monochromatyczne skrzydła
Zasłania zakurzony anioł nieznajomą klatka
Miłość choroby ucieka bezpowrotnie
Pogardzane jak para słońce pozostaje
Ucieka pospiesznie cierpiący niczym kwiaty drobiazg
Między chłodnym wiatrem a nieznajomym dniem pozostaje ktoś
Ginie po białawej niczym anioł dolinie on
Słabnący kłębek przez chwilę zabiera schyłek
Stare skrzydła zabierają na monochromatycznej miłości was
Dzień zabiera nowa klatka
Z ostatniimi plecami zakurzona pustka podąża skromnie
Przypomina przez chwilę wyszydzony rok słabnący jak zapach numer
Przytłumiona twarz ginie
To para
Zasłania przed starym wiatrem rozczulające niebo pełne obrotu tchnienie
Zapomniany niczym kłębek dzień ucieka kusząco
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz