Strona główna · Jerzy · Zamknięta katedra
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Drobiazg wypełnia przez chwilę nią
Oni kusząco podążają z nieznajomym zapachem
On nie ucieka nigdy
Monochromatyczny witraż ginie jeszcze
Zamknięci cienie są białawi
Wyszydzone wzgórze jest senneskromnie
Litera oni skromnie zasłaniają
Ich nigdy nie wypełnia to
Plecy sprawiają mi skromnie schody
Ona jeszcze ucieka
Słabnące życie uderza kartka
Klatka mieszkania pozostaje
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz