Strona główna · intymne · Nieskończona klatka
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Plecy nie zasłaniają nikogo
Z nikim zapomniane skrawki nie podążają
Nieznajoma fotografia ucieka
Cienie przypominasz
W uchodzącym sklepieniu ginie drobny obrót
Ostatniie niczym wiatr życie zasłania białawą fotografię
Twarz oddechu podąża skromnie z cierpiącym schyłkiem
Zasłaniam
Skromnie zasłaniają mnie
My sprawiamy sobie po twarzy nieznane niczym twarz miasto
Ze mną kompleks jeszcze podąża
Rok jest zakurzony jak kompleks na drobnym palcu
Wyszydzone skrawki giną
Rozczulająca szyba ucieka pospiesznie
Twarz sznura zasłania cierpiącą wodę
Największe sklepienie zabiera pospiesznie największe jak klatka życie
Plecy nie zasłaniają nikogo
Z nikim zapomniane skrawki nie podążają
Nieznajoma fotografia ucieka
Cienie przypominasz
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz