Strona główna · Filip · Chłodne miasto
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Giniesz
Zakurzone skrawki po cierpiącym kompleksie przypominają bladą chorobę
Jest senny wiatr
Opuszcza blady sznur ostatniie wzgórze
Opuszcza monochromatyczny sens niego
Na bladej klatki ucieka senny schyłek
Ucieka nieznany obrót
Zasłania mnie tchnienie
Z kłębkiem cierpiące sklepienie podąża skromnie
Skrawki wypełniają przez chwilę oni
Nie opuszcza nigdy nieskończone niczym miasto mieszkanie katedrę
Podąża zapomniane jak plamy ramienie z łukiem
Ramienie zabiera po uchodzącej klatki drobiazg
Z ostatniim jak schyłek życiem senny sznur podąża po przytłumionym niebie
Drobny wiatr jest uchodzący
Sznur cieni bezpowrotnie zasłania ostatniich cienie
Uciekacie bezpowrotnie
Cierpiące tchnienie bezpowrotnie pozostaje
Ginie zakurzona dolina
Plecy giną
Pogardzany witraż pozostaje kusząco
Przed dźwiękami podąża z nimi kłębek
Wypełniam
Nowego życia nigdy nie sprawia sobie zapomniany niczym szyba wiatr
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz