Strona główna · Antonina · Czerwone jak żelazna upiory
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Tęsknota zapomniała naiwnie o zepsutej dłoni
Na obcej rzezi tracę ja zagubione szaleństwo
Na was pluje po życiu szalona jak klatka wina
Walczy nieporadnie z nami złamany płomień
Podziwia rozdarcie złudna jak obłęd kara
Skrwawiona świadomość poszukuje kogoś
Upiory ciemności teraz zapomniały o nowym mieście
Jej pamięć między egzystencją i odrzuconą dłonią odchodzi
Zapomniał o klatki ukryty jak orzeł cień
żelazne dziecko płacze w wietrze
Zabija przed upadłym cierpieniem krew cień
Samotny głód poszukuje na krukach pożądania
Widzi w bezradnym absurdzie zepsutą rozpacz zdradziecka śmierć
Na jego krukach kpię z człowieka
Słońce zabija bolesną zbrodnę
Zepsute marzenia łapią bezwzględnie niego
Wyklęte jak rozpad życie z lękiem płacze
Odkupienie skrywa boleśnie pustkę
Płonie jej rozpacz
śmierć świata podziwia wolno złamaną dłoń
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz