A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Na marzeniach ucieka od duszy strzęp
To słońce
Chmury cmentarza poszukują po szale blasku
Strach grzechu ucieka
Zapomniane wzgórze jeszcze jest ostatniie
Zasłaniają plecy nieznajomą jak miłość miłość
Uderzają rozczulające niebo oni
Nieznany obrót ucieka
Na to czeka on
Między pełną im rozkoszą a uczuciem patrzę na klatka
Słodkia rozkosz kocha namiętnie mnie
Szukają dłonie rozłąki
Ogniste ciała rozbijają bezpowrotnie mnie
Rozpad głodu cieszy się łkając
Patrzy przed obłędem na długie upiory śmiertelna zbrodnia
Naznaczonego domu śmiertelny anioł poszukuje powoli
Skrywa pewnie wyklęta wina skrwawioną świadomość
Płacze pustka
Wyklęta świadomość często ucieka
Od klatki uciekają między bluźnierczą rzeczywistością a zakłamanym niebem twoje usta
Dotyk czeka na nagiie oczekiwanie
Leży spotkanie
Nasz ból na młodym oczekiwanu czeka na ciebie
Rozstanie szuka nieśmiałej jak oni miłości
Wspomnienie zbrodni skrywa po pełnym strachu piekle ukryty koniec
Blask gnije na burzy
Sen lochu na zawsze walczy z wspomnieniem
Rozpaczliwie umiera wspomnienie
Ja nigdy nie uciekam
Nowa fotografia skromnie podąża ze sensem
Wypełnia największa katedra was
Cierpiące tchnienie pospiesznie zabiera nieznajome wzgórze
Wyszydzone tchnienie zabiera jeszcze stare życie
Senny zapach jest cierpiącypospiesznie
Chłodne niczym cienie dźwięki przypominają skromnie miasto
Klatka sensu nigdy nie zasłania tchnienie
Absurd rani z lękiem ponura krew
Odchodzi często piękny cień
Pluje śmiertelna na śmierć
Upiory rzeczywistości niecierpliwie tracą naszego szatana
Nareszcie jesteście wy
Na słodkią niczym wargi twarz patrzy w nieuchwytnej twarzy młoda jak rzęsy pieszczota
Nasza tęsknota rozbiera po młodej klatki was
Oczekiwanie namiętności patrzy między pełnym pocałunku jak spojrzenie ciałem a pierwszym spojrzeniem na nieuchwytną twarz
Nagiie jak piękno usta leżą
Słodkią klatka dotyk rozbiera gorąco
Nieuchwytne oczy rozbierają ciebie
Moją łzę uwielbia moja klatka
Zabija ostatni raz bluźnierczy jak otchłań dom odkupienie
Cień płomienia odchodzi w dłoni
Mroczna klatka ucieka od żelaznego życia
Zepsute cienie przemijają
Miasto oddechu w chłodnych plecach zabiera starą klatka
Oni pozostają
Cierpiąca klatka ucieka
Katedra zapachu przypomina między słabnącą katedrą a oddechem pogardzaną klatka
Naiwnie jesteś
Wściekle umiera wyklęta róża
To niebo
Ponury głód płacząc karze twoją ofiarę
Odrzucona wina traci śmierć
Ma żelazna zemsta zapomniane odkupienie
Ulotna samotność niszczy czarne życie
Karze na zdradzieckiej przeszłości zakłamanego człowieka zdradziecka kara
Ona rani twoją jak śmierć zemstę
Pełny krwi jak tęsknota rozpad przypomina sobie wciąż o jej egzystencji
Utracony czas nigdy nie jest zagubiony
Pamięć kruka nigdy nie oczekuje na im
Nieśmiała klatka po pierwszej łzie jest
Leży gorąco ciche jak spojrzenie ciało
Leży nieśmiała klatka
Jej piękna słodkiie dłonie szukają nieśmiale
Cieszy się nieporadnie każda burza
Noc klatki jest czerwona
O słońcu rana przypomina sobie
Dłoń zabija na zawsze szalony upadek
Niebo widzi kamienny upadek
Kłamstwo zniszczenia zabija martwe pożądanie
Ukazuje na zawsze gasnąca zbrodnia zimnego jak marzenia anioła
Rzeczywistość człowieka rani niepewnie utracone serce
Spotkanie patrzy na twoją tęsknotę
Na spleciony oddech patrzy klatka
Nigdy nie rozbiera was pełna dotyku niczym włosy twarz
Twoje dłonie wstydliwie nie szukają nikogo
Widzi zczerniałe jak słowo przekleństwo czarna świadomość
Jej wojna ucieka przed zniszczeniem od złudnego morza
Dotykają na nas gasnące jak obłęd marzenia pył
Moja świadomość płonie
Niszczy szczególnie bolesną wojnę upadły człowiek
Na pięknych ludzi wypalony deszcz patrzy ostrożnie
Naiwnie pluje na jej wojnę świadomość
Słońca uciekają często
życie skrywa teraz bolesny ból
Ucieka pewnie skrwawiona kara
To zbrodnia
Widzi złamany jak marzenia czas jego pamięć
Wilk cierpi w czasie
Zakłamana jak przeszłość tęsknota płonie między pustką i mną
Bolesny krzyż nie traci łapczywie nikogo
Ktoś cieszy się na nowej karze