Strona główna · Alfred · Koszmarne niebo
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
żelazną tęsknotę mroczny absurd traci
Na wyklętego trupa demon przed ostatną klatką patrzy
Trupia pustka ostrożnie depcze niebo
Zastępy ciemności niepewnie klęczą
Wypalony cień ostrożnie ucieka od morza
Obca kara klęczy
Szkarłatny krzyk ucieka ostrożnie
Piekło klęczy przed nieczułą porażką
Samotność szaleństwa nie oczekuje niepewnie na nikogo
To krzyż
Dotyka szybko słowo skrwawione przeznaczenie
Cieszy się szybko dom
Ja boję się
Gniję
Morze kłamstwa jest po piekle
Skrwawiona dłoń płonie na niebie
Depcze wciąż ostateczne słońce sen
Nowy deszcz patrzy na zbrodnę
Niebo bólu łkając boi się
Twoje słońca uciekają po upadłej łzie od burzy
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz