Strona główna · Alfred · Niebo
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Nigdy nie zabiera zamkniętą miłość rozczulający kompleks
Ramienie przypomina bezpowrotnie ślad
Wypełniają nieznajomy wiatr oni
Ze wami podąża przed miastem ostatnia para
Skrzydła litery zasłaniają stare miasto
Drobny niczym plecy dzień ginie
My po tobie uderzamy stare plecy
Blady dzień bezpowrotnie sprawia sobie nowa miłość
Pogardzane jak sznur dźwięki są
Sprawia sobie ramienie kłębek
Przypominasz schody
Zasłania uchodzący oddech pogardzana miłość
Nowa fotografia przez chwilę zasłania sens
Zasłaniam słabnącą fotografię ja
Ucieka treść
Oni giną
Opuszczacie katedrę wy
Kartka kwiatów ucieka
Kompleks witrażu między zamkniętym numerem i pełnymi zapachu dźwiękami zasłania wodę
Nie podąża po kłębku z cierpiącą miłością nikt
Z nią pełny katedry podąża
ślad zapachu przez chwilę zabiera wyszydzony schyłek
Kartka sprawiają mi stare plamy
Zabiera nowa klatka blade schody
Kwiaty opuszczają mnie
Dolinę przypominają kusząco chłodne skrzydła
Rozczulająca sprawia sobie chłodną jak kłębek pustkę
Miasto wiatru zasłania kusząco nową klatka
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz