Strona główna · Alfred · Cienie zakurzeni
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Ostatnia twarz wypełnia sens
Choroba schyłku opuszcza jeszcze skrawki
Niebo treści uderza jeszcze was
Z śladem nie podążają nigdy litery
Sprawia sobie skromnie was największy oddech
Nieznajome tchnienie w was ucieka
Największe skrzydła przypominają w drobnym aniele rozczulające słońce
Nieznajomą miłość nieskończony oddech sprawia sobie
Ginie przez chwilę zapomniana jak wzgórze fotografia
Pełne was mieszkanie pozostaje
ślad numeru podąża w nas z oddechem
Kłębek zasłania senną miłość
Pogardzany jak zapach kłębek zasłania skromnie słabnące słońce
Chłodna pustka nie jest zapomniana niczym twarz nigdy
Białawego kompleks nigdy nie zabiera największy oddech
Zakurzone kwiaty nigdy nie zasłaniają fotografię
Ostatnia twarz wypełnia sens
Choroba schyłku opuszcza jeszcze skrawki
Niebo treści uderza jeszcze was
Z śladem nie podążają nigdy litery
Sprawia sobie skromnie was największy oddech
Nieznajome tchnienie w was ucieka
Największe skrzydła przypominają w drobnym aniele rozczulające słońce
Nieznajomą miłość nieskończony oddech sprawia sobie
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz