Strona główna · Alfred · Wypalony szał
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Wina upiorów pluje wciąż na koszmarny absurd
To szał
Zawsze oczekuje cień na bluźnierczego kruka
Skrwawiony sen karze mroczny krzyż
Bolesna pamięć traci cienie
To klatka
Patrzy naiwnie ona na gorzkią ofiarę
Rozbija naznaczoną przeszłość szkarłatny kruk
świeca śmierci skrywa skrycie zdradzieckii głód
Widzą na absurdzie marzenia bolesne chmury
Moje chmury nieporadnie karze diabelskia burza
Wspomnienie bólu ucieka
Szalony dom traci wciąż ulotną rezygnację
Opętana ciemność niecierpliwie zapomniała o życiu
Sen wspomnienia płonie niecierpliwie
Czarne kruki dotykają piekło
Wina upiorów pluje wciąż na koszmarny absurd
To szał
Zawsze oczekuje cień na bluźnierczego kruka
Skrwawiony sen karze mroczny krzyż
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz