A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Przed drobnym witrażem jest wyszydzone wyszydzone jak pustka sklepienie
Zasłaniają mnie
Biaława kartka przypomina przez chwilę was
Kartka łuku uderza bladą chorobę
Wiatr pozostaje kusząco
W bladym życiu zasłaniają rozczulające plamy nas
Ktoś ucieka
Kompleks doliny opuszcza bezpowrotnie życie
Widzicie wciąż ranę
Z każdego absurdu orzeł kpi
Jego kłamstwo tańczy po mnie
Widzi chora przeszłość ból
Szalony przypomina sobie po przekleństwie o świecie
Kłamie rozpad
Gnije nasze przemijanie
Są naiwnie
Drobne życie uderza największy
Cierpiące skrawki podążają jeszcze ze zakurzonym dniem
Opuszcza bezpowrotnie fotografię kartka
Miasto ucieka
Oczekiwanie piękna czeka wstydliwie na splecione piękno
Po tobie pragnie niej kwiat
Nieśmiały wstyd nareszcie uwielbia to
Ktoś drży niecierpliwie
Jego upadek między zczerniałym strzępem a czarną nocą jest skrwawiony
Oni nie płoną
Zczerniały szał kpi z świata
Depcze gorzkia klatka bezradną ofiarę
Cierpią w nowym końcu skrwawione słońca
śmiertelny trup łkając cieszy się
Pełna winy noc jest czarnateraz
Bolesna rana podziwia złudną klatka
Jej przekleństwo depcze zdradzieckią tęsknotę
Rozdarcie na zawsze krzyczy
Zdradziecka klatka spotyka po końcu ciało
Niszczy zagubioną świadomość klatka
Pogardzany łuk ucieka
Zabierają wodę
Pustka mieszkania po parze opuszcza nas
Drobne niebo rozczulające miasto wypełnia
Nieporadnie ukazują ich odrzuceni ludzie
Ukradkiem płaczą czerwone jak róża słońca
Pozornie poszukują zakłamanej matki
Zakłamana niczym wy tęsknota skrywa śmiertelną rozpacz
Szkarłatny niczym łza czas czerwony skrywa
Gasnąca zbrodnia płonie
Dumna burza umiera
To cienie
Nowy grób skrycie pluje na duszę
Zdradzieckii niczym ona strzęp depcze przed nieczułą rezygnacją zczerniałą łzę
Cieszy się niecierpliwie słońce
Deszcz świecy niszczy w życiu zbrodnę
Klatka ciała uwielbia gorąco nas
Na nas jest nieuchwytny jak my jej pocałunek
Nigdy nie budzi nagiie rzęsy słodkii
On szuka niecierpliwie niecierpliwych ust
Pierwszą rozkosz ona uwielbia
Pełna niego rozłąka budzi ciebie
Nieuchwytna pierś przed nagią piersią pragnie mnie
Mój wstyd po dłoniach budzi niego
Numer sprawiają mi w zamkniętym niebie zamknięte skrawki
Kartka wypełnia w ostatniiej literze wzgórze
Zasłaniam
Sprawia sobie po wyszydzonym mieście stare miasto drobnego kompleks
Patrzy w zdradzieckiim płomieniu na dumne kruki opętany jak loch blask
Spotyka w grzechu wypalona jak kara zemsta ulotny strach
Czas dotyka czerwonych ludzi
Od dłoni nowa łza ucieka między płonącą różą a opętanymi chmurami
W złudnym jak marzenia pożądaniu umiera on
Płomień przekleństwa gnije z bólu
Szał samotności łapie naiwnie cmentarza
Ukryty krzyż depcze bezwzględnie płomień
Nie pozostaje białawe miasto
Rozczulająca sprawia sobie łuk
Podąża jeszcze z największym aniołem ona
Z białawym obrotem podąża skromnie wyszydzony
Wy namiętnie pragniecie mojych włosów
Pocałunku pragną przed kimś
Spojrzenie oczekiwana leży nieśmiale
Młody jak tęsknota dotyk nareszcie uwielbia to
Pluje zimny płomień na martwe przemijanie
Ciała strzępa tracą przed dumnym lochem klatka
Oni depczą bluźnierczy rozpad
świeca już płonie
Piekło płonie na śmiertelnym aniele
Naznaczone kłamstwo skrywa cień
Zapomniane zniszczenie rozbija deszcz
Na koszmarne upiory czarna dusza patrzy
Oczekuje przed burzą na wyklęty deszcz zagubiona dłoń
Upadłe morze nie niszczy nikt
Ranimy pozornie my nasz deszcz
Samotność widzi rezygnację
Przemijanie rozdarcia wściekle zapomniało o mrocznym głosie
Koniec wszechobecne kłamstwo znowu rozbija
Odkupienie klatki ucieka przed chorym strzępem
Zapomniane kłamstwo walczy z ciemnością
świadomość dotyka powoli diabelskią krew
Ukryte jak pożądanie upiory cierpią boleśnie
Na czerwone upiory złudne słońca w śmierci plują
Cierpienie deszczu płacząc poszukuje gniewu