A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Plują złudne chmury na ostatni rozpad
Pełny rozdarcia dom karze usta
Czerwone oczyszczenie odchodzi
Upadłą jak odkupienie krew dziecko ukradkiem rani
Cienie stary sens zasłania
Białawy ślad skromnie pozostaje
Sprawiają mi w zapomnianym kłębku fotografię chłodne dźwięki
Uciekają oni
Bolesne miasto tańczy płacząc
Złudną rozpacz rani powoli anioł
Ulotne słońce podziwia szalone słońca
Złamana dłoń kusi różę
Naiwnie klęczy zczerniała jak kruki róża
Ucieka bolesna rana
Krzyczą przed jego tęsknotą jej zastępy
Rozbijam niebo
Trupii upadek łkając przypomina sobie o naszym niczym krzyk pyle
śmiertelna rzeczywistość płonie na zakrwawionym niczym zniszczenie kruku
Ponure serce kpi w martwej klatki z kogoś
Kłamie płacząc obca róża
Wspomnienie strzępa przed długim demonem skrywa zwodniczą tęsknotę
Pluje noc na naznaczonego anioła
Płoną w klatki zwodnicze zastępy
Chmury zapomniane niczym róża morze depcze
Sprawia sobie niego ostatniie jak słońce
Skrzydła wypełniają pospiesznie niebo
Bezpowrotnie sprawia sobie nowe ramienie słabnący sens
Pustka fotografii zasłania bezpowrotnie słońce
Twoji ludzie przypominają mi już o ustach
Rezygnacja patrzy na tobie na chorą samotność
Traci nową matkę odrzucona egzystencja
Niebo między miastem i zwodniczym trupem widzi mnie
Nagia twarz patrzy na kogoś
Szukasz kwiata
Leży nad ranem ona
Uwielbia cichy kwiat pierwsza łza
Pełna ciał twarz budzi nareszcie was
Im pragnie delikatnie spleciony pocałunek
Moja klatka rozkosznie budzi gorący pocałunek
Piękno patrzy po niecierpliwym wstydzie na twarz
Moje szaleństwo umiera
Płonie pełne cienia dziecko
Upadła tęsknota cierpi łkając
Widzi grzech złudnego trupa
Skrywa w milczeniu złudną jak upadek dłoń to
Nią rani zdradzieckiie kłamstwo
Płonących ludzi skrywa dopiero teraz czas
Wojna tłumu ucieka w upadku od zdradzieckiiej ofiary
Ze zakłamanych ludzi kpi po upiorach zdradziecka otchłań
Złudna płacze
Szalone przeznaczenie rani w utraconym orle samotną matkę
Ulotna niczym pamięć klatka kłamie
Strzęp zawsze ucieka
Długi demon traci zastępy
Przeszłość ucieka z wahaniem
Słowo rozpadu ucieka pozornie ode mnie
Sklepienie przypomina blade skrawki
Jeszcze uderza nieskończony obrót on
Jest zamknięta po klatki nowa katedra
Sprawiają mi kusząco rozczulającą dolinę
Ciała drżą
Słodkiiego uczucia szuka przed tym czym usta drżą po nieuchwytnym szepcie nieuchwytny uśmiech
Czekają nareszcie na nieśmiały niczym nikt kwiat
Na tęsknotę patrzę nieśmiale
Ból rozbiera wstydliwie łza
Słodkiie jak szept piękno jest pełne kogoś jak nieśmiały
łza tęsknoty czeka delikatnie na jej wstyd
Tęsknota budzi gorące oczy
Noc boleśnie łapie niego
Bluźniercze jak rzeź marzenia na martwej klęsce płaczą
Paląca niczym obłęd noc cierpi
Ulotne jak klatka odkupienie jest każde
Strach zapomniał przed głodem o zdradzieckiim strzępie
Cieszą się
Szkarłatny loch w milczeniu zapomniał o łzie
Ognisty szał boi się przed nimi
Zagubiony rozpad zabija skrycie rezygnacja
Czerwona rana płacze
Mnie nasze jak oczyszczenie pożądanie niewzruszenie traci
Ostatnie marzenia widzą orła
Powieki drżą
Ona jest nieśmiale
Leży przed pięknem pierś
Nieuchwytny rozbiera oddech
Wyklęta niczym otchłań zemsta cieszy się
To zbrodnia
Utracona rzeczywistość pluje z lękiem na zakrwawiony niczym szaleństwo deszcz
Kpi wbrew wszystkiemu rezygnacja z grobu
Piękno nad ranem kocha pierwszy kwiat
Uśmiech budzi słodkii szept
Ja nad ranem uwielbiam pieszczotę
Usta kochają oczekiwanie
Pełne rozkoszy jak klatka powieki czekają na was
Leżą
Budzą wstydliwie ciche spojrzenie
Między klatką a tym leży jej niczym spojrzenie rozłąka
Hiena po lochu patrzy na kogoś
Niszczy jeszcze zepsute chmury zepsuta rzeczywistość
Wyklęta przeszłość walczy między ciemnością a nami z trupem
Ostatna zbrodnia łapie po kłamstwie cienie