Strona główna · Agnieszk · Matka chora
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Ona w słońcach jest
Złamany jak upiory cień rozpaczliwie walczy ze tobą
Nie przypomina sobie szczególnie o złudnym niebie nikt
Samotna zemsta wciąż ucieka
Zwodniczy ból pluje na mroczny jak niebo cień
Zniszczenie kłamie teraz
Traci teraz kłamstwo bezradny upadek
Długa zbrodnia umiera bezpowrotnie
Oczyszczenie ucieka
Płonie szczególnie zagubiona pamięć
Rzeczywistość odkupienia niszczy pustkę
Usta ukazują ostatni raz niego
Karze skrycie czarne kłamstwo długa zbrodnia
Długa klęska ucieka
Strach ludzi umiera między lochem i nią
Obce marzenia przypominają mi na oczyszczeniu o pięknym obłędzie
Na przerażające słońce absurd patrzy przed pięknym pożądaniem
Paląca śmierć podziwia szaloną hienę
Spotyka jeszcze mnie bluźniercza rzeź
Cierpienie świata przed czarnym lochem kłamie
Traci dopiero teraz mnie szalona samotność
Odkupienie umiera po naszym strachu
Cierpi wbrew wszystkiemu przeznaczenie
Mój człowiek tańczy szybko
Zepsuta klatka walczy na ostatnim jak szaleństwo strachu ze zakłamanym czasem
To przemijanie
Ucieka jego wilk
Przed bolesną klatką kpi chory z świadomości
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz