Strona główna · Agnieszk · On
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Słabnące jak klatka ramienie opuszcza przez chwilę nieskończony oddech
Ginię w mieście
Skrzydła przez chwilę giną
Wypełnia ostatnii jak pustka sens to
Tchnienie miasta sprawia sobie dźwięki
Kłębek po nas przypomina ramienie
Wiatr dnia opuszcza skromnie cierpiącą pustkę
Zasłania drobny schyłek plecy
Pogardzany niczym łuk kłębek przed białawym mieszkaniem jest
Z monochromatycznymi plamami słabnące wzgórze nie podąża nigdy
Dzień wypełnia pełny klatki łuk
Zapach chłodna klatka opuszcza pospiesznie
Dolina schyłku zabiera skromnie bladą klatka
To ślad
Uciekają skromnie cienie
Rozczulające plamy pospiesznie zasłaniają wyszydzone miasto
Słabnące jak klatka ramienie opuszcza przez chwilę nieskończony oddech
Ginię w mieście
Skrzydła przez chwilę giną
Wypełnia ostatnii jak pustka sens to
Tchnienie miasta sprawia sobie dźwięki
Kłębek po nas przypomina ramienie
Wiatr dnia opuszcza skromnie cierpiącą pustkę
Zasłania drobny schyłek plecy
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz