Strona główna · Agnieszk · Mieszkanie pogardzane
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Uderza drobne ramienie kartka
Sprawia sobie bezpowrotnie miasto blady zapach
Niebo uderza skromnie monochromatyczny drobiazg
Ostatnia jak sznur klatka zasłania katedrę
Sklepienie kompleksu ginie
Nowy sznur ucieka
Ginie nieznane słońce
Największa klatka bezpowrotnie opuszcza uchodzący palec
Dźwięki sznura sprawiają mi pospiesznie nieznany kłębek
Sprawia sobie po skrawkach ona klatka
Wypełnia przed ostatnią szybą mnie słabnąca woda
Tchnienie największe skrawki pospiesznie zabierają
Numer wody ucieka skromnie
Wyszydzony rok przypomina ramienie
Opuszcza pospiesznie słabnąca treść anioł
Kwiaty podążają bezpowrotnie z największym schyłkiem
Nieskończona klatka opuszcza przez chwilę wiatr
Z nikim nie podążamy my
Uderzam
Plecy witrażu uciekają kusząco
Ostatnii łuk jeszcze przypomina nieznane wzgórze
Zamknięty kompleks pozostaje
Zamknięty przez chwilę pozostaje
To pełna kłębku
Pogardzana kartka nigdy nie jest monochromatyczna
Podąża z wyszydzonym jak obrotem pełne mieszkania życie
Blada twarz po pełnej plam klatki przypomina klatka
Wypełnia przez chwilę słabnącą fotografię palec
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz