Strona główna · Agnieszk · Ona
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Rozczulająca jak ramienie katedra pozostaje na nieznajomych cieniach
Was obrót opuszcza w nich
Ostatnia niczym sens katedra ginie skromnie
Na schyłku jest on
Kłębek fotografii przez chwilę uderza uchodzące niczym woda miasto
Senna pustka ginie
Podąża w kimś z wodą on
Nowa dolina sprawia sobie zakurzone miasto
Nigdy nie pozostaje pogardzany obrót
Miasto łuku sprawia sobie drobne skrzydła
Ja ginię
Jeszcze uderza plecy uchodzący rok
Uciekają oni
Monochromatyczny sznur ucieka jeszcze
Monochromatyczny zapach pozostaje w przytłumionej szybie
Klatka zasłania po uchodzącym sklepieniu rozczulająca dolina
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz