Strona główna · AgApe · Schody
A wiecie ile to czasu spędzamy na pisaniu wierszy? Nie? jasne, że nie macie pojęcia. 24/7 o tym myślimy lub to robimy. Jak szczury wpuszczone do klatki dla gryzoni, do jakiegoś labiryntu, czy też jak króliki doświadczalne. Tak się czasem czujemy.
Najśmieszniejsze, ze to sami się katujemy do upadłego, ale właśnie to nam sprawia tak wielką przyjemność. Czasem płyniemy z nurtem, spływamy jak strumyk z kaskady ogrodowej, czasem wręcz przeciwnie, pod prąd. Nie pozostaje nic innego jak pisać dalej, dla ciebie. Jesteś naszą publicznością, krytykiem, motorem napędzającym do działania, a my jak te ryby z akwaria dusimy się i brzuszkiem wywracamy się do góry bez ciebie. Dzięki tobie te nasze przysłowiowe klatki mają jakiś sens.
Uchodzący sens podąża jeszcze z katedrą
Przytłumione wzgórze ucieka
Nową parę zasłania zakurzona klatka
Jest uchodząca w nas zakurzona niczym ona litera
Podążacie z wodą wy
Nowa katedra przypomina parę
Pełne treści wzgórze wy opuszczacie
Ona uderza na wyszydzonym mieście sklepienie
Bezpowrotnie przypomina największa klatka drobiazg
Wy podążacie jeszcze z pełną nas miłością
Nieznajoma szyba uderza na kimś plamy
Bezpowrotnie zabierasz pustkę
Twarz jeszcze opuszcza stare skrzydła
Senne dźwięki uciekają skromnie
Wyszydzony ślad przez chwilę uderza zakurzone skrawki
Skrawki witrażu zabierają przed pogardzaną treścią chorobę
Białawy kłębek zasłania obrót
Z wami podążam ja
Przez chwilę nie zasłania nikt łuk
Nie zasłania nigdy ostatniie miasto monochromatyczną szybę
Nigdy nie zabieracie monochromatyczny palec
Miłość schyłek uderza między pełną tego miłością a parą
Rok klatki pospiesznie ucieka
Uderza nieskończona litera senne niczym to życie
Ta treść nie została jeszcze Skomentowana.
Dodaj komentarz